ul. Morska 469 Gdynia - Cisowa, 81-002 Gdynia +48 694460549 kontakt@kcsw.org
  • Maryla

    W maju tego roku byłam w Niemczech. Opiekowałam się 89-letnią,niepełnosprawną kobietą. Praca była trudniejsza niż zwykle, odczułam to fizycznie.

    Przez cztery tygodnie pobytu nie funkcjonowałam normalnie, cierpiałam, miałam silne bóle opasujące brzucha  i okolic wątroby. Musiałam więc wrócić wcześniej do Polski, by udać się na badania.Okazało się, że mam  bardzo wysokie OB i mocno  powiększoną  śledzionę Skierowano mnie do szpitala na obserwację i liczne badania specjalistyczne; krwi, USG, szpiku kostnego oraz  gastroskopię. Diagnoza była niepewna, mówiono o zbyt małej ilości białych krwinek tych obronnych, o uszkodzeniu układu immunologicznego, a nawet  padło podejrzenie białaczki(!?). Nadal obserwowano mnie, nie dostawałam żadnych leków, prócz przeciwbólowych.
    Oczywiście cały ten trudny czas powierzyłam naszemu Panu Jezusowi, wierząc w Jego moc uzdrowieńczą. Prosiłam Kościół w Lęborku i Gdyni o modlitwę. Zaufanie było dla mnie najważniejsze , a skoro zdałam się na Boga pozostało czekać na rezultat. Tymczasem lekarze  nadal nie wiedzieli,co mi naprawdę dolega,ale On- Wielki Lekarz-wiedział. Bóg jest wierny swojemu Słowu, posila i zaopatruje swoje dziecko. Byłam pełna pokoju Bożego i z dnia na dzień moje samopoczucie poprawiało się, bez leków, ponadnaturalnie. Były chwile zwątpienia i wtedy dochodziło mnie słowo: "Nie bój się, jestem z tobą" (Izaj.41,10). W międzyczasie przeszłam dwa bardzo nieprzyjemne  badania, normalnie bolesne, ja nic nie czułam, dzięki Bogu. Dla pielęgniarek zabiegowych świadectwem był mój spokój i rozlużnienie, działo się tak,ponieważ  Pan cały czas trzymał  mnie za rękę i szeptał: "Nie bój się tylko wierz, przecież jestem z tobą"(Ew.Mk. 5,34-36).
    Dziś, w grudniu 2009r., jestem sprawna, zdrowa, z  dobrymi wynikami, po kolejnej pracy w Niemczech i co najważniejsze z wdzięczną pamięcią o tym osobistym  uzdrowieńczym dotyku Pana Jezusa na moim ciele. Chwała Bogu!!! Alleluja!!!.

  • Artur

    Świadectwo uzdrowienia.

    Chwała Panu Jezusowi! W tym zdaniu streszcza się to co będę chciał napisać, odnośnie tego świadectwa.
    Mam na imię Artur i mam 30 lat. 3 lata temu Bóg dał mi łaskę abym podjął decyzję i przyjął Jezusa Chrystusa jako swego Pana. Moje świadectwo nawrócenia jest naprawdę radykalne. To co Bóg uczynił w moim życiu można opisać tylko jednym słowem-CUD. Byłem bardzo złym człowiekiem. Około 4 lat przebywałem w Zakładzie Karnym, byłem zniewolony amfetaminą, alkoholem, papierosami, dokonałem wielu przestępstw. Obecnie jestem wolny od tego wszystkiego. I nie mam żadnych złudzeń, że sprawił to Jezus Chrystus.
    Wracając do mojego świadectwa. Początek mojej choroby, było to około 10 lat temu. Na całym moim ciele, poczynając od klatki piersiowej, plecy, szyja, twarz, kończąc na włosach w głowie, pojawiły się w niezliczonej ilości guzy ropne. Powodowały one duże wypukłości na skórze, były twarde, a po jakimś czasie pękały i wylewała się z nich jakaś biała substancja wraz z krwią. Problem był dość poważny, gdyż byłem w tym czasie nastolatkiem. Kompleksy i nastrój depresyjny towarzyszył mi każdego dnia. Żyłem z tą chorobą 10 lat, niezliczone wizyty u dermatologów i niekończące się kuracje antybiotykami. Uzależniłem się od brania lekarstw. Ponieważ gdy je brałem moja skóra wyglądała w miarę przyzwoicie, a gdy ich zabrakło problem powracał. I wtedy wpadałem w panikę i jedyne o czym mogłem myśleć, to jak zdobyć kolejną receptę.
    Gdy zostałem zbawiony, jedną z najważniejszych moich modlitw, była to modlitwa rozpaczy. Wołałem, każdego dnia do Pana , aby mnie uzdrowił. Szukałem ludzi przez, których zostałbym uzdrowiony. Były dni w których wrzeszczałem, krzyczałem, starałem sie wymusić swoją rozpaczą interwencję Bożą. Nic nie pomagało. Nie mogłem zrozumiec co jest  nie tak, dlaczego Bóg jest głuchy na moje wołanie?.  Dopatrywałem się braku odpowiedzi w tym, że nie byłem jeszcze doskonały. Oczekiwałem, że gdy będę całkowicie czysty, Bóg się zmiłuje i ześlę uzdrowienie. Jednak tak się nie stało.
    Pierwszą myśl od  Ducha Świętego otrzymalem około 2 lat temu. W trakcie załatwiania kolejnej recepty, przyszla mi myśl, abym przestał brać lekarstwa i przyjął uzdrowienie, które jest w sińcach Jezusa ( 1 Piotra 2.24). Myśl ta była dla mnie tak przerażajaca, że pozbyłem się jej natychmiast. Z biegiem czasu ta myśl powracała i wiedziałem, że Bóg oczekuje ode mnie abym był człowiekiem wiary. List do Hebrajczyków 11;6  mówi  „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu...” Walczyłem, zmagałem się z podjęciem decyzji. Około roku temu postanowiłem, że będę „ chodził po wodzie” i pokażę Bogu swoją wiarę. Pozbylem się wszystkich lekarstw i wierzyłem, że jestem uzdrowiony. Wszystko skończyło by się sukcesem, gdyby nie to, że moja wiedza na temat uzdrowienia nie była kompletna. Nie zdawałem sobie sprawy, że sama wiara nie wystarczy. Trzeba ją jeszcze utrzymać aby efekt byl trwały. Tak więc każdego dnia oglądałem się w lustrze z nadzieja, że choroba już nie wróci. Niestety po kilku dniach objawy powróciły i moja wiara legła w gruzach. Powróciłem do antybiotyków i szukania pomocy u Boga. Po pewny czasie dostałem skierowanie do specjalisty- dermatologa. O dziwo doktor przepisał mi antybiotyki, których nigdy wcześniej nie brałem, a których skuteczność  w 99% przynosi pozytywny rezultat. Zacząłem wierzyć, że to była odpowiedż Boża. Do pewnego czasu... Po 3 miesiącach terapi, byłem tak zniszczony psychicznie i fizycznie, że nie mogłem wykonywać codziennych czynności. Leki te miały dobrą skuteczność, ale przy tym skutki uboczne, które wywoływały, były porównywalne do chemioterapi. Wypadały mi włosy, mój wzrok się pogarszał a mój nastrój, każdego dnia był depresyjny. Po jakimś czasie nie dałem rady juz pracować, nie miałem sily. Zaczeło do mnie docierać, że to nie może byc Bóg. Z  jednej strony leczy a z drugiej powoduje takie cierpienie. W tym czasie wraz z moją żoną Izabelą, byliśmy studentami  „Szkoły Bożych Robotników”.  Zorganizowaną przez naszych Pastorów Adama i Agatę Senska. Jednym z tematów zajęć była „WIARA”. Na ten temat nauczał Derek Walker. Jest On nauczycielem i Pastorem w Szkole Biblijnej w Oxfordzie. Naprawdę rewelacyjnie zna się na rzeczy. W trakcie gdy mówił, dostałem przekonanie, że to jest ten dzień w którym przyjmę uzdrowienie i nie dam sobie go już odebrać. Z każdą minutą moja wiara wzrastała. Wiedziałem, że muszę dokonać aktu wiary do którego pobudził mnie Duch Święty i wyrzucić wszystkie lekarstwa. Tym razem nie poddając się, gdy ujrzę jakieś symptomy choroby. Ale sprzeciwiać się im w imieniu Jezusa, aż do osiągnięcia sukcesu. Była to dla mnie bardzo trudna decyzja, lecz miałem świadomość, że ta choroba nie może mnie zabić. Więc pozostało iść tylko na całość. List Jakuba r. 2 w. 17 mówi „ Tak i wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie”. Wiedziałem, że zapalnikiem do uaktywnienia uzdrowienia, będzie mój akt wiary. Całkowite zaufanie Słowu Bożemu i pozbycie się wszystkich lekarstw. Miałem świadomośc, że szatan będzie chciał mnie sprawdzić. Liczyłem się z nawrotem symptomów, ale to co miałem robić , to wyznawać Słowo Boże i do każdej zmiany, która by się pojawiła w autorytecie imienia, które jest ponad wszelkie imię – Jezus, nakazywać aby się wynosiła z mojego ciała.
    Jednak to nie był  koniec walki, którą myślałem, że wygrałem. W trakcie słuchania, pojawiły się myśli w moim umyśle. Zaczełem zastanawiać się nad tym, aby upewnić się, że dokonuje dobrej decyzji. Pomyślałem, że jeżeli spytam się tak dojrzałego nauczyciela, jak Pastor Derek , czy to dobra decyzja i uzyskam pozytywną odpowiedż, postawię kropkę nad „I”. Spytałem, jednak w chwili, gdy to zrobiłem, uświadomiłem sobie, że to nie będzie już moje wewnętrzne przekonanie i cała moja wiara znikła. Sam Pastor stwierdził, że on nie wie co Bóg wkłada w moje serce i, że  decyzja należy tylko do mnie.
    Kolejna porażka. Jednak Bóg jest dobry i jak małe dziecko podnosi nas, po każdym upadku. Pozbierałem się i staneliśmy wraz z moją żoną w modlitwie. Potrzebowałem jakiegoś potwierdzenia od Boga, że mój akt wiary ( pozbycie się lekarstw ), jest inspirowany przez Niego. W sercu wierzyłem, że jeżeli Bóg do czegoś powołuje, to nie ma możliwości aby to nie działało.
    Pamiętam, bylo to około 3 miesięcy temu, w piątkowy wieczór. Modliliśmy się wraz z Izabelką o to aby Bóg potwierdził tą decyzję. Następnego ranka, spytałem żony czy coś jej się śniło?. Ja rzadko mam jakieś sny. Izabelka też często nie śni, aczkolwiek  w sytuacjach gdzie mamy podjąć ważną decyzję, Pan jej to potwierdza przez sen. Powiedziała mi, że śniła. We śnie widziała ścianę różnych tabletek. Nagle zobaczyła mnie, podbiegającego z wyciągniętą ręką i sięgającego po jedno z pudełek. W tym momencie złapala mnie za rękę i nie pozwolila ich wziąść. Rzekła do mnie, że ich nie potrzebuję, bo jestem uzdrowiony sińcami Pana Jezusa. Gdy to powiedziała, nie mogłem już dłużej zwlekać. Miałem już wszystko o co prosiłem. Spakowalem wszystkie tabletki i wyrzuciłem. Podziękowalem Bogu za Jego Łaskę, przyjąłem uzdrowienie i sprzeciwiłem się wszelkim nawrotom choroby.
    Dziś mija trzeci miesiąc od tego momentu. Dziękuję Bogu za Jego uzdrowienie i kiedykolwiek pojawia się jakaś zmiana na mojej skórze, nakazuje jej w autorytecie Jezusa Chrystusa, że ma się wynieść z mojego ciała. Moja skóra jest gładka i zdrowa. Dziękuję Bogu i oddaję mu Chwałe za to co robi, każdego dnia w moim życiu.

    Ps.  Chcę dodać, iż nie napisałem tego świadectwa jako uniwersalny środek dla przyjęcia  uzdrowienia,  świadczę o tym jak stało się to w moim życiu.
    Niewątpliwym jest, że do uzdrowienia potrzebna jest WIARA, ale każdy niech podąża za tym co Bóg wkłada w jego serce.

  • Darek

    Jakiś czas temu na spotkaniu modlitewnym kościoła kładliśmy ręce na materiałach (wzorując się na Dz. Ap.19:11-12).

    Wierząc, że Duch Święty nasyci je swoją mocą. Następnie rozsyłaliśmy materiały do osób chorych, cierpiących i potrzebujących cudu bądź uzdrowienia. Ostatnio skontaktowała się z nami jedna z kobiet mieszkająca w Niemczech. Powiedziała: " Wiem, że to Bóg mnie uzdrowił z raka". Stało się to po tym, jak otrzymała namaszczony materiał.